środa, 30 stycznia 2008

Raduję się, że Bóg dał nam wzory do naśladowania


Pamiętajcie na wodzów waszych, którzy wam głosili Słowo Boże, a rozpatrując koniec ich życia, naśladujcie wiarę ich. Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki.

(Hebr. 13:7-8)


Autor listu do Hebrajczyków każe nam pamiętać wodzów, którzy głosili nam Słowo Boże. Bóg okazuje nam łaskę poprzez ludzkie wzory. Tylko Jezus jest doskonałym wzorem, ale jest wiele ludzi, którzy także są dobrymi wzorami dla nas. Powinniśmy ich pamiętać i naśladować ich wiarę. Bardzo lubię czytać o wodzach, którzy głosili Słowo Boże, takich jak Luter, Kalwin, Spurgeon, Edwards, Bunyan, Hudson Taylor, Mueller itd. Od czasu do czasu będę pisać o tych wodzach, żebyśmy ich pamiętali i naśladowali.

Osoba, która ma największy wpływ na moje życie ma na imię David Layer i jest moim ojcem. Mój Ojciec głosił i głosi Słowo Boże, a ja raduję się że Bóg pozwolił mi wychowywać się w jego domu. David nie jest pastorem ani misjonarzem, przez 30 lat pracował w fabryce General Motors produkującej części samochodowe.

Kiedy myślę o cechach w życiu mojego Ojca, które są najbardziej godne naśladowania, jedna jest oczywista, wierność. Rok po roku mój Ociec dostawał drobne nagrody z fabryki, za to że przez cały rok nie opuścił ani jednego dnia pracy, ani razu nie spóźnił się. Mój ojciec codziennie był obecny w fabryce, gdzie musiał pracować aby utrzymywać swoją rodzinę.

Jego rodzice mieszkali na farmie, godzinę jazdy od naszego domu. Mój dziadek także był pobożnym mężczyzną, który w każdy wtorek prowadził studium Biblijne w domu emerytów. Siedemnaście lat temu mój dziadek umarł i ludzie z tego domu nie wiedzieli kto może go zastąpić. Mój ojciec miał wiele obowiązków związanych z pogrzebem, ale w ten wtorek wieczorem poprowadził studium biblijne dla emerytów. W następny wtorek też je poprowadził i tak przez ostatnie siedemnaście lat mój ojciec wsiada do pickup'a i jedzie godzinę w jedną stronę, aby głosić Boże słowo. Na pewno czasami mu się nie chce, na pewno czasami jest bardzo zmęczony pracą, czasami trochę przeziębiony, czasami pada śnieg. Ale prowadzenie studium jest jego odpowiedzialnością, i tydzień po tygodniu głosi Boże Słowo. Oczywiście moja babcia nie jest w stanie sama utrzymać całego ogrodu, sadu i starych budynków na farmie, więc mój ojciec przez ostatnich siedemnaście lat pracuje też kilka godzin w tygodniu u swojej mamy.

Mój ojciec miał brata ciotecznego, Kena, który chorował na raka. Umierał powoli przez dwa lata, i prawie codziennie przez dwa lata mój ociec odwiedzał go. Kiedy dowiedział się, że jest pewne bardzo drogie lekarstwo, które mogłoby uratować życie Kena, mój ojciec był gotowy sprzedać nasz dom, aby zapłacić za leczenie swojego brata. Ken na to nie pozwolił i kiedy umarł, mój ojciec odwiedzał jego rodzinę kilka razy w tygodniu, pomalował ich dom wewnątrz i z zewnątrz i do dzisiaj by się o nich troszczył, jeżeli nie przeprowadziliby się w inne miejsce.

Tak jak każdy z nas, mój ojciec ma trudności w życiu. Są pewne sytuacje, które wywołują u niego wielki ból i smutek. Prawdą jest że walczy on z depresją, czasami przez kilka dni mój ojciec chodzi w ciemnej dolinie. Ale dzięki Bożej łasce jest wierny, i nawet wtedy wypełnia swoje obowiązki. Każdej niedzieli rano uczy w szkółce niedzielnej dla chłopców ze szkoły podstawowej, w każdy piątek wieczorem naucza alkoholików i narkomanów w ramach pewnej służby w zborze. Teraz musi także, razem z moją mamą, wychowywać troje swoich wnuków. Bóg daje małe dzieci raczej młodym ludziom, ale mój ojciec wstaje w nocy kiedy dzieci płaczą, ubiera je rano i prowadzi do przedszkola. Wiele ludzi liczy na Davida Layer'a, i może na niego liczyć, bo jest wierny.

Wiemy, że Bóg oczekuje od nas wierności i nagradza wierność.

A od szafarzy tego się właśnie wymaga, żeby każdy okazał się wierny.

(1 Kor. 4:2)

Rzekł mu Pan jego: Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdż do radości Pana swego.

(Mat. 25:21)

Raduję się za wzór wierności.

2 komentarze:

Sławomir Mężyński pisze...

Kiedyś mowiłem, że jeżeli chodzi o zasady to Twoj tato przypomina mi mojego dziadka. I tak jest. Musiałem czekać tyle lat, aby "ubrać" się w miłość i moc powiedzieć dziadkowi jak bardzo go kocham , jakim jest dobrym człowiekiem z zasadami, że jest moim pozytywnym wzorem tego ziemskiego, ludzkiego świata.. Kiedyś wstydziłem się opowiedzieć o tym dziadkowi. Bog ukazał mi czym jest miłość i dał możliwość świadomego mowienia -kocham-. Chwała Panu.

Leszek pisze...

To dobrze, że są osoby, które mają wzorce do naśladowania. Ja tychże wzorów nie miałem wokół siebie. Były, ale negatywne (choć nie wszystkie). Byli to np. bohaterowie z filmów (kowboje, żołnierze, policjanci itp), w szkole dawano nam wzorce bohaterów socjalizmu, później szukałem idoli w muzyce (alkohol,narkotyki, burdy, zadymy- im gorsze tym lepsze). Nikt z mojego domu rodzinnego nie był dla mnie wzorem. Dlaczego? Dom był "trochę" dysfunkcyjny. Dlatego starałem się być "inny" niż moi rodzice.
Szukałem bogactwa, pięknych kobiet, miłości itp. im ciągle kończyło sie to... powiedzmy kacem moralnym.
Dziś na nowo odkrywam wartości i zasady, którymi mam kierować się w życiu, a co ważne, by to przekazać to moim dzieciom.